Po co zwyciężać, skoro wygodniej przegrać?
Do dziś pamiętam, ile zjebek przyjąłem przed rokiem, kiedy jako jeden z nielicznych mocno krytykowałem remis Polski z Grecją, a następnie z Rosją. Naród świętował, ja psioczyłem, bo chłopaki grali na czas, marząc, by dowieźć podział punktów do końca meczów. Jak się to skończyło, wszyscy wiemy.
Dwa dni temu na gazeta.pl toczyła się wielka dyskusja, za kim są Polacy. Wyszło, że większość była za Kubotem, większość komentatorów też, bo Janowicz to się jeszcze w życiu nawygrywa a dla Kubota półfinał byłby pięknym pożegnaniem kariery.
Kariery? Pięknym? Nie wiem, za co chcieli Kubota nagradzać, bo moim zdaniem to właśnie dlatego, że mieliśmy dotychczas przeciętnych tenisistów, sport ten nie był zbyt popularny w kraju. Dlaczego większość wierzyła w zwycięstwo Janowicza, ale nie była za nim? Dlaczego nie ma w Polakach tego parcia na wygraną? Po wczorajszym meczu Radwańskiej (którą uwielbiam oglądać i kiedyś się z nią ożenię, a nawet wyjdę za mąż) zirytowała mnie jej wypowiedź, że przepadła najlepsza szansa na wygranie szlema w Londynie. Bo odpadła Sharapowa, odpadła Azarenka, Serena…
Czy Agnieszka czułaby radość z wygranej wiedząc, że zawdzięcza ją nie umiejętnościom, ale lepszej drabince i wpadkach czołowych rywalek? Następna taka szansa trafi się za sto lat, powiedziała.
Z takim podejściem nie będzie najlepsza. Nigdy. Może wcale nie chce, ale chyba w sporcie chodzi o to, aby wygrywać.
Dziś przed meczem Janowicza jego ojciec wypowiedział się dla TVN24. Stwierdził, że Jerzy nic nie musi. To rywal jest pod presją. Jerzy i tak daleko zaszedł. Może ja jestem dziwny, ale, do cholery, nawet jeśli szansa na finał nie jest duża (obiektywnie), to chciałbym słyszeć, że naszych sportowców interesuje wyłącznie wygrana. Gdzie się podziali tacy ludzie, jak Hubert Wagner, który przed trzydziestoma laty powiedział słynne „interesuje mnie tylko złoto” i przez lata cisnął chłopaków tak bardzo, aż wygrali Olimpiadę? Co takiego sprawia, że Polacy czują niższość wobec innych i kiedy tylko zbliżają się do sukcesu, włącza im się myślenie, że to wystarczy.
Kiedy piszę ten tekst, mecz trwa. Jest po jeden w setach. Wierzę, że Janowicz wygra, podoba mi się jego zadziorność, agresja i pewność siebie. Nie podoba mi się, że otaczają go ludzie, dla których on już osiągnął sukces. Nawet wygrana w niedzielę byłaby zaledwie skromnym początkiem.
„Bo nikt inny tak daleko nie zaszedł” – te słowa są jak plecak z kamorami który otoczenie zakłada na plecy ludzi, którzy osiągają więcej.
A ja myślę że to było „zdjęcie ciężąru gatunkowego”, Próba pomniejszenia presji, stresu, przerzucenie jej na rywala…. Czasami tak jest, że mówi się jedno, a myśli drugie…
Ja zawsze twierdzę, że liczy się tylko złoto, bo nikt nie walczy po to, żeby przegrać z kimkolwiek. Zawsze pozostanie żal i niedosyt. Wiem co to znaczy, bo sama grałam w piłkę i miałam w nosie drugie miejsce ;)). Wielu ludzi myśli podobnie, nie wiem tylko, dlaczego boją się do tego przyznać.
Bo „nie wypada”
Dokładnie. Jerzy choć już osiągnął wiele, to jego kariera rozkwita. Ale trzeba iść za ciosem, być sobą i pokazać rywalom gdzie ich miejsce wobec prawdziwego człowieka sukcesu nastawionego na zwycięstwo. Jest profesjonalistą w tym co robi, czeka go jeszcze długa droga, ale na pewno dojdzie na szczyt, bo ma mentalność zwycięzcy.
Ludzie boją się, że nie zniosą ciężaru porażki. Nie rozumiem tego, wystarczy nie czytać hejterów w sieci 🙂
Mój ojciec mówi na to: „brak mentalności zwycięzcy”. W sporcie to nasza zmora. Mam nadzieję, że Jerzyk ją jednak ma.
Zgadzam sie, nic dodac nic ujac. U Polakow jest tendencja do czekania na sukces, oraz do unizania sie przed innymi zawodnikami – „bo nas nie stac na wygrana bo jestesmy z Polski, mniejszego, mniej rozwinietego kraju”. Pamietam kiedys wypowiedz (choc nie wiem z czyich ust padla) odnosnie Kamila Stocha „on ma jeszcze czas” – gdy malysz jeszcze rzadzil na skoczniach… dziwi mnie to ze trenerzy Simona Ammanna – nie podzielali tego samego zdania – choc nawet mlodszy byl to zawodnik.
Polacy w sporcie maja ambicje na 2 miejsca, ale 2 nikt nie pamieta.
Moi znajomi nigdy nie rozumieli jak we wszelkich konkursach bylem wsciekly na siebie gdy nie wygrywali. „To ze sie tam dostales to i tak wielki sukces!’ – mowili. A w dupie mam taki sukces, kiedys wam pokaze, a to teraz, to tylko wpadka. Chcecie mnie chwalic za porazki? Porazki ponoszą prawie wszyscy, ja chce być tym jednym, który wygra.
wygrywalem**
Z tych wszystkich twoich tekstów o wygrywaniu , byciu najlepszym, gonieniu (i łapaniu) swoich marzeń aż bije po oczach twoje pozytywne myślenie, ambicja i wiara w nieograniczone własne możliwości. To bardzo budujące. Teraz Janowicz przegrywa 2:1 ale wiem że to dziś wygra!
Na dodatek zamykają dach_to dobry znak 🙂 Przy otwartym nam nie idzie
Ale, czy nie jest prawdą stwierdzenie, że „nic nie musi”? Oczywiście, że nie musi, ale z pewnością chce, a to już jest pewna różnica. Zresztą to powiedział ojciec Janowicza, a nie sam Jerzy.
Myśle że jest to efekt tego że wmawia się nam w mediach od lat że jesteśmy gorsi, że nigdy w niczym nie dogonimy zachodu.
Polacy mają jakąś masochistyczną skłonność identyfikowania się z przegranymi, może to efekt tego że od jakiś 150 lat dostajemy po dupie, ostatnie 25 jest dopiero w miare spokojne.
Sam jestem sportowcem, sztuki walki, trenowałem w kilku krajach i nie mamy się czego wstydzić na tle zachodu, serio.
A ja słowa Ojca Jerzego Janowicza rozumiem – tu nie chodzi o to, że oni nie chcą wygrać, nie chodzi o to, że najchętniej już by się poddali, bo tyle wystarczy. Jest to raczej zabieg psychologiczny, który ma zrzucić nieco presji z Jerzego. Wielki Szlem to nie zbieranie ogórków, to turniej, który ogląda się na całym świecie, a każdy z zawodników chce wygrać, tym bardziej, że to tenisiści – od małego wychowywani na indywidualistów (przynajmniej w sporcie). Jerzy doskonale wie, że ma wygrać i tylko to się dla niego liczy.
A jeżeli (odpukać) przegra i będzie biadolił coś w stylu „Nic się nie stało, odniosłem spory sukces nawet mimo to” to trzeba go będzie poklepać po plecach i powiedzieć, żeby przestał oszukiwać sam siebie. Wtedy będzie mowa o konkretnym pieprzeniu.
Masz rację, brakuje im instynktu zabójcy, chociaż Janowicza podziwiam, że nie ukrywa emocji, jest zawzięty i nie ma kompleksów, chociaż angole jadą po nim niemiłosiernie.
Ojciec mówi to co czuje, ale syn nie musi podzielać jego zdania.
A tak z innej bajki to osobiście dostaję głębokiego emocjonalnego wk…nia, gdy słyszę to durne „nic się nie stało”…
Pamietam wypowiedź amerkańskiej koszykarki przed półfinałami, podczas ostatniej olimpiady:
…I feel sorry for everyone, we came for gold”.
Tak wychowywani są amerykańscy sportowcy (inni pewnie też), a że rodzi to również patologie jak doping to już druga strona medalu.
„Jeśli jesteś pierwszy – jesteś pierwszy. Jeśli jesteś drugi – jesteś niczym.”
Bill Shankly – Trzykrotny mistrz Anglii z Liverpool FC oraz zdobywca 7 innych trofeów
On jeszcze będzie najlepszy,zobaczycie. Murray był dziś prawie bezbłędny. Kosmiczny.
jako zdobywca piłki siatkowej (w sensie nagrody za turniej w siatkę) 2 lata z rzedu na obozach stwierdzam jedno: miejsce i nagroda się nie liczy. Bycie the best of the best of the best… bezcenne:)
Uwielbiam Jerzyka i mam gdzieś, co naopowiadał jego tatuś. Zapytany, czy może marzyć o wygraniu tego meczu, Jerzy odpowiedział: „a czemu nie?”. Kocham go. Tyle radochy mi dał.
Niskie poczucie własnej wartośći to ulubiona cecha POLAKÓW.
Kiedy Janowicz jechał na Roland Garros dziennikarz zapytał go jaki wynik by go satysfakcjonował. Jerzy odpowiedział, że to przecież oczywiste, że jedzie tam wygrać, inna postawa nie ma sensu. Moim zdaniem ten cytat przytoczony wyżej jest jakiś niefortunny albo niepełny, bo to zupełnie nie w stylu Janowicza, żeby odpuszczać. On już wielokrotnie pokazał, że nie boi się nawet tych najwyżej rozstawionych. Dzisiaj też walczył jak równy z równym, może w końcówce trochę odpuścił, ale mimo to on na pewno ma wolę walki. Inna sprawa, że półfinał Wimbledonu to naprawdę sukces i gdyby Janowicz (który nigdy nie wygrał żadnego turnieju ATP, nawet rangi 250) powiedział, że jest inaczej to by po prostu kłamał.
„Czy Agnieszka czułaby radość z wygranej wiedząc, że zawdzięcza ją nie umiejętnościom, ale lepszej drabince i wpadkach czołowych rywalek? Następna taka szansa trafi się za sto lat, powiedziała.”
Raz już pisałeś o czymś takim, ale bohater tamtej notki, Tomasz Majewski miał przeciwne zdanie.
http://www.kominek.in/2011/12/losowanie-grup-euro-2012-a-mentalnosc-polaka/
A ja tam po części rozumiem mówiących: „zaszedł dalej niż inni”, „nic nie musi”. To nie ojciec Janowicza, czy cała Polska musi wierzyć, tylko on sam. Od niego samego zależy przecież czy będzie kimś wyjątkowym czy nie, czy pokona przeciwnika i samego siebie. Wiara we własne umiejętności uskrzydla. Poza tym to chyba bezpieczniejsze w naszym kraju by nie mówić głośno o potencjalnym sukcesie, bo gdyby stawiany był za faworyta to zostałby jutro zmieszany z błotem, bo przecież przegrał. Chociaż i tak jutro pewnie do tego dojdzie. Ja osobiście mam w nosie opinie innych, ale hejterzy potrafią zniszczyć niejednego mistrza.
Wszystko okej , zgadzam się z większością tekstu , ale mam pewne uwagi do części z wypowiedzią taty Janowicza . Słowa ‚ Jerzy nic nie musi . To rywal jest pod presją . Jerzy i tak daleko zaszedł ‚ zdejmują niejako presję z teoretycznie słabszego zawodnika , tudzież Jerzego i wbrew pozorom działają motywująco . Sportowiec chce wtedy pokazać , że wcale tak nie jest i że to on jest najlepszy , a inni powinni się go bać . Wiem to , bo sam jestem sportowcem , amatorem bo amatorem , ale od 6 lat gram w piłkę i co nieco wiem na ten temat . Te wszystkie wypowiedzi przed meczem mają na celu zdjęcie presji ze swojego zawodnika , bądź wywołanie jej u rywala , pozdro.
Pomijając sukcesy w dyscyplinach, które są mało popularne na świecie (patrz Adam Małysz) nie odnosimy sukcesów na arenie międzynarodowej, także każde dotarcie w turnieju czy też samo zakwalifikowanie się traktujemy jak sukces.
Brakuje nam waleczności i ambicji, a osoby które je ukazują traktowane są jako te złe. Tutaj najlepszym przykładem jest Artur Szpilka w boksie, który otwarcie mówi że chce zostać mistrzem świata i jest odważnie prowadzony.
Niestety pod kątem sportowym jesteśmy mocno zakompleksieni i każda namiastkę większego zwycięstwa gloryfikujemy do rozmiarów sukcesu, niestety.
„Co takiego sprawia, że Polacy czują niższość wobec innych i kiedy tylko zbliżają się do sukcesu, włącza im się myślenie, że to wystarczy.”
Nie tylko sportu się to tyczy. Jesteśmy takimi pipkami europy.
Zachód patrzy na nas z góry i może stąd ta niższość.
„Co takiego sprawia, że Polacy czują niższość wobec innych…” Ja nie wiem kto czuje tą niższość bo na pewno nie Janowicz, który starał się wyrwać zwycięstwo za wszelką cenę. Niższości także nie czują jego rodzice, w tym kraju tak trudno wychować wielkiego tenisistę, że w takich chwilach ostatnim uczuciem jakie czują to niższość. Mówienie „ja mogę, on musi” jest bardzo popularne w sporcie. Zwykłe przekładanie presji na rywala, psychologiczna zagrywka.
Nie sądzę, aby Murray oglądał TVN 24 i przejmował się tym, co mówi ojciec Janowicza. Psychologiczne zagrywki były na korcie. Wszystko, co przed meczem, to pokazanie mentalności Janowicza bądź otaczających go ludzi.
Nie słyszałem od nich „musimy wygrać”.
O mentalność Janowicza bym się nie bał. Tenisem interesuje się okazyjnie, można powiedzieć sezonowo, ale ten chłopak zrobił na mnie wrażenie. Nie wiem jak sportowo jeszcze może się rozwinąć, ale mentalnie już teraz daje radę. Ma charyzmę, jest czasami bezczelny i arogancki to w sporcie spora umiejętność. Jak powiedział jakiś tam angielski znany komentator tenisa, którego nazwiska nie znam „ten chłopak nie bierze jeńców”.
Moim zdaniem jest różnica między nastawieniem na zwycięstwo a tym co się mówi w wywiadach pomeczowych. Tenis to nie boks, tutaj po prostu wypada powiedzieć, że przeciwnik jest bardzo dobry i będzie trudno wygrać, nawet jeśli tak nie jest. Nie wypada się odgrażać, być nieskromnym. Taki sport. Wolę walki widać dopiero na korcie i dzisiaj też było widać. Ja bym Janowiczowi nic nie zarzucała. Ze wszystkich polskich sportowców u niego widzę największą motywację.
Może chodzi o coś w rodzaju „slow life”. Dążenie do realizacji marzeń jest wspaniałe, ale kiedy staje się pracoholizmem i przerostem ambicji, to marzenia przestają być marzeniami. Spróbujmy może spojrzeć na Radwańską czy Janowicza nie jako na Reprezentantów Naszego Narodu tylko jako na ludzi, którzy pragną po prostu być szczęśliwi. Pragnę tego, by spełnić swoje marzenia, ale nigdy nie chciałbym, jak już coś osiągnę, zacząć marzyć o emeryturze…
Mecz niezły, myślę że Murray był od pokonania, ale być może brakło właśnie tego instynktu zwycięzcy, dobrego dnia i trochę szczęścia.
Za to poprzedni mecz Djokovica i Del Potro, to był dla mnie kosmos. Chyba długo poczekamy na podobny!
i też odrobinę techniki zabrakło…
Dla mnie zjawiskiem niespotykanym był mecz Novaka z Rafą w półfinale Roland Garros, ale na podobne zdarzenie nie przyjdzie długo czekać, byle do US Open:) A tym czasem Novak wielkim mistrzem Wimbledonu:)
Ahem, tenis tenisem, ale w przypadku piłki nożnej nie dziwię się euforii, jak tylko nie dostaliśmy krwawych wcirów na początku. W końcu polscy dwudziestokilkulatkowie chyba tego jeszcze nie mieli okazji widzieć.
Jest mi z tego powodu szalenie wszystko jedno <3
jak to mówią – jeśli kogoś pokonałeś to oznacza, że byłeś od niego lepszy. A to żadna sztuka pokonać słabszego 😉
Dawno, dawno temu… Novak Djokovic zebrał wielkie gratulacje za awansowanie do dwudziestki najlepszych tenisistów, stwierdził wtedy, że sukcesu będzie można mu gratulować, gdy zostanie numerem jeden. Brawo Novak Djokovic:)
„…podoba mi się jego zadziorność, agresja i pewność siebie. Nie podoba mi się, że otaczają go ludzie, dla których on już osiągnął sukces.”- święte słowa tomcio , nie tym razem chociaż walczył i za to my Polacy powinniśmy być dumni .
Prawdę mówiąc to mnie zawsze wkurza niezmiernie stwierdzenie typu „planem maksimum polskich piłkarzy na Euro jest wyjście z grupy”, które słyszy się przed każdą większą imprezą piłkarską.
Planem maksimum powinno być wygranie wszystkiego. Planu minimum nie powinno być, bo tylko całkowity złamas nie chce wygrać wszystkiego.
Fanem piłki nożnej nie jestem, ale mecze Polaków oglądam, przynajmniej jednym okiem. Po meczu z Grecją byłem rozczarowany, po meczu z Rosją miałem mocno mieszane uczucia. A teraz? Mają „matematyczne szanse” awansu na mundial… Ech…
Wojtek Szczęsny czy Robert Lewandowski mówili, że chcą wygrać i to jest plan na euro.
Co? Gdzie coś takiego wyczytałeś? Nie ma czegoś takiego jak plan maximum. Ja pamiętam wywiady, w których mowa była o planie minimum czyli wyjściu z grupy, jeśli jednak było inaczej daj jakiś link do takiego wywiadu. Jeśli nie to po co oczerniać i tak wyśmianych przez wszystkich piłkarzy.
Oglądałem wywiad z Adrianem Zielińskim, który został mistrzem olimpijskim w podnoszeniu ciężarów. On Zawsze mówił, że jedzie po złoto i je zdobył. „fachowcy” uznali jego sukces za niespodziankę, a on był po prostu pewny siebie. Kamil Stoch też zawsze mówi, że chcę wygrać i nie ogląda się na innych. W końcu po co brać udział w jakichkolwiek zawodach jeśli nie chcę się ich wygrać.
Zupełna odwrotność: przykład Kuby Michalaka, który wygrał niedawno chyba ponad 400 tysięcy euro w turnieju pokerowym na Wembley, był pierwszy. I ZAWSZE mówi „gram tylko o zwycięstwo” nie o dojście do miejsc płatnych, bycie na stole finałowym, nie top3, tylko zwycięstwo. I takie powinno być podejście każdego profesjonalisty. Ale jakby Janowicz powiedział „przyjechałem tu wygrać” to już by polaczki-biedaczki pisały jaki to on butny i nieskromny. Ale o skromności to już Kominek pisał…
„Co takiego sprawia, że Polacy czują niższość wobec innych i kiedy tylko zbliżają się do sukcesu, włącza im się myślenie, że to wystarczy.” Bo Polacy to ostrożni realiści. Lepiej się mile zaskoczyć, niż zawieść. Wydaje mi się, że sporo ludzi tak ma..
Mam nieodparte wrażenie, że wywiad z ojcem Janowicza czytałeś niezbyt uważnie. Wypowiedź dotyczyła presji. Kontekst prosty i zrozumiały Jurek nic nie musi ale może. Co do Radwańskiej OK. Tak bardzo skupiła się na tym. że jest łatwo jak nigdy, że przegrała w półfinale. A z tym ślubem to przesada.
A co do polskiego minimalizmu, jesteśmy strasznie zawistni, nie staramy się zdobywać, a wkurza nas gdy inni zdobędą, ale gdy nie daj Boże coś jednak zdobędziemy to zaraz pojawią się oburzeni co nic nie zdobyli, a też chcieli. Pozdrawiam
Przegrane w półfinałach nagrodzone medalami, czekam na komentarz w tej sprawie hehehe
ahhh nie wspominając o większości społeczeństwa, która uważa, że ‚nic jej się nie należy’, a interesujące propozycje pojawiają się ‚jedynie w skrzynce od prowidenta’…
W temacie, kibicuje Jeżykowi…a co do fali empatii do niego to „jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz”..i tu działa psychologia, jak wygrywa to mu kibicujemy, jak przegrywa to się wkurw… (a szczególnie ci kibice-bukmacherzy, mam takiego w domu, wiem co pisze , hehe)…
A co „wychowywania zwycięzców”…., w wielu lekturach odnośnie wychowywania dzieci, wręcz z dużym naciskiem piszę się o wzmacnianiu w dziecku poczucia własnej wartości, chwaleniem go nawet jesli przegrał, coś mu się nie udało…czyżbyśmy wychowywali pokolenie nieudaczników?
Nie „Olimpiada”, tylko „Igrzyska Olimpijskie”. Popularny błąd, a wiąże się z tym, iż pierwsze określenie dotyczy okresu czterolecia między jedną, a drugą imprezą.
Dokładnie! Tekst oddaje sens polskiego spojrzenia na świat, nie wygrywamy, bo nie chcemy. Depcze się ludzi ambitnych, bo jest ryzyko, że pokażą wszystkim, że jednak się da…