
Bloger – wyższa forma dziennikarza
Ze wszystkich slajdów, jakie widziałem na Social Media Day we Wrocławiu ten utkwił mi w głowie najbardziej. Autorstwa Tomka Machały, który opowiadał o różnicach między nowymi a starymi mediami.
Jak żaden inny slajd najlepiej obrazował przepaść między rozumowaniem blogerów i dziennikarzy. My chcemy być coraz lepsi i coraz więksi. Oni – byle do wypłaty. My bardzo lubimy dziennikarzy. Właściwie to nie mamy powodu, by ich nie lubić. To przecież gatunek na wymarciu, należy mu się względny szacunek. Oni zaś, jeśli mówią o nas, to pogardliwie, krytycznie i prawie zawsze idiotycznie.
Kilka tygodni temu zamknięto „Maxim”, w którym miałem przyjemność pisać felietony. Jeszcze parę lat temu wieść o upadku pisma wywróciłaby mi życie, bo weź tu człowieku z dnia na dzień szukaj nowej pracy. Weź tu ją znajdź. I weź niech cię przyjmą na takie samo lub lepsze stanowisko, za taką samą albo lepszą pensję.
Pierwszą myślą, jaką miałem na wieść o bankructwie firmy to „szkoda ludzi, którzy tam pracowali”. Druga myśl „w sumie to nie muszę nigdzie pisać, mam blogi”.
Nie było tej najgorszej z możliwych myśli: co teraz ze mną będzie? Ano nic. Bez zmian. Nawet nie odczuję utraty dopływu gotówki, bo od lat nigdy nie wiem, ile zarobię w danym miesiącu i czy mam 2 tysiące czy milion – różnicy mi nie robi. Żyję na takim samym poziomie od dawna, a nadmiar gotówki wydaję na wakacje w ciepłych krajach. I sushi, rzecz jasna. I nowy sprzęt. I na biedne dzieci w Afryce.
Jeszcze żyjemy w czasach, kiedy dziennikarze śmiechem reagują na blogerów, ale coś mi się wydaje, że dosyć szybko będzie się to zmieniało. W śmierć prasy nie wierzę, ale coraz częściej będą upadały różne tytuły, a co za tym idzie – tysiące dziennikarzy wyląduje na bruku. Co zrobią?
– Nie wiem. Zatrudnię się jako rzecznik prasowy gdzieś… – odpowiedział mi jeden z dziennikarzy we Wrocławiu.
– Nie wiem. Gdzieś mnie wezmą, a jak nie to może w jakimś portalu znajdę robotę – odpowiedział mi jego znajomy.
„Nie wiem” – to jedyna sensowna odpowiedź, jakiej może udzielić przeciętny dziennikarz na pytanie o przyszłość.
Blogerzy też nie wiedzą. Nas też może trafić piorun, my też możemy spieprzyć sobie życie jednym tekstem o gwałceniu ukrainek, nam też może się wiele złego wydarzyć. Ale nie wydarzy się. W znakomitej większości blogerzy będą coraz liczniejsi, coraz popularniejsi i coraz bardziej wpływowi.
Ba, dziennikarze tez pójdą po rozum do głowy. Nie wszyscy. Wyłącznie ci ambitni. Rozwój blogosfery uzmysłowi im, że może jednak lepsze życie jest wtedy, kiedy nie masz nad łbem durnego szefa.
Kiedy naprawdę możesz pisać to, co chcesz, a nie to, czego nie wytnie ci szef.
Kiedy nie musisz myśleć „o tym nie napiszę, bo powiedzą, że to reklama”.
Kiedy możesz pisać o dowolnych porach, na dowolne tematy i reagować na czytelników dokładnie tak, jak ci się to podoba.
Kiedy nie zapieprzasz w robocie za wierszówkę od świtu do nocy.
Kiedy rozumiesz, że dobry bloger w miesiąc zarobi tyle co przeciętny dziennikarz w rok, a początkujący dziennikarz – w 3 lata.
I wreszcie – jako bloger możesz decydować czy i jaka reklama pojawi się obok twojego tekstu. Niesamowite, że przeciętnemu dziennikarzowi w głowie się nie mieści myśl, że mógłby zażądać braku reklam obok własnych publikacji. A bloger może.
Jeszcze żyjemy w czasach, kiedy stare media nie rozumieją, w jaki sposób funkcjonują blogerzy i próbują nas oczerniać, celując w braki wykształcenia dziennikarskiego, obiektywizmu, rzetelności i takich tam bzdur. Tyle że jakoś nikt nie łapie blogerów za rękę, kiedy próbują przemycić kryptoreklamę. Jakoś po sądach nas się nie ciąga. Jakoś nie widać, by oskarżano nas o nieuczciwość. Bo my może najświętsi nie jesteśmy, czasami przeginamy pałę, ale w gruncie rzeczy jesteśmy uczciwi. U nas, jak jest reklama, to jest reklama. W prasie jak jest reklama, to nigdy nie wiesz, czy nie pojawiła się w rozliczeniu za te testy i recenzje z poprzedniego numeru… W prasie jak jest reklama, to redakcja umywa od niej ręce. Prasa łyknie wszystko, byle kasa się zgadzała.
Dobry bloger nigdy nie będzie reklamował słabizny. I pomyśleć, że to o nas mówi się „słupy reklamowe”, heh…
W linkowanym wcześniej wywiadzie powiedziałem, że w blogosferze kuleje wszystko. My niczego nie robimy doskonale i prawie niczego nie robimy lepiej od tradycyjnych mediów. Amatorzy z nas. Ale górujemy mentalnością. Żaden bloger nie zakłada bloga, myśląc, że za pół roku zapomni o nim i założy następnego. Żaden bloger nie pisze bloga pod czyjeś dyktando. Żaden z nas nie robi tego dla kasy, bo ani jej nie ma w tej blogosferze jeszcze tyle, by za nią zabijać, ani nasze zarobki nie zależą od tego, ile napiszemy. Ja piszę od zawsze, większość blogowego życia robiłem to za darmo i gdyby nie było kasy na blogach, dalej bym pisał. No znajdźcie mi dziennikarza z takim podejściem. A to ponoć my robimy wszystko dla kasy?
I wreszcie – żaden bloger nie myśli o tym, by przetrwać, przeżyć kolejny dzień, odwalić swoje i jebnąć się wieczorem na kanapę z gazetą. Od przeciętnego dziennikarza różnimy się tym, że chcemy więcej. Wszystkiego i zawsze. I mamy pewność, że praktycznie wszystko zależy od naszej pracy, a nie od układów, humoru szefa i sytuacji na rynku. To takie piękne mieć swój los we własnych rękach i nie napisałem tego tekstu po to, by dowalić dziennikarzom, tylko zainspirować do myślenia o własnej przyszłości. Przyszłość to nie biurko w redakcji i klepanie newsów, tylko dziennikarz jako marka, lider opinii. Subiektywnej opinii.
Obiektywizm? A kto tego dziś potrzebuje? Chyba tylko ci, którzy jeszcze wierzą w jego istnienie.
Sprawdź naszą nową sekcję:Polskie Kasyna Online
Nie ma czegoś takiego jak obiektywizm. To tylko subiektywna opinia wystarczająco dużej grupy ludzi, by przekrzyczeć tego, co myśli inaczej.
A wywiad fajny. Chociaż patrząc na odrapane ściany na zdjęciu, aż chce się zaprosić Cię gdzież na sushi, żebyś sobie podjadł. Raz do roku można, nie? 😉
To niech nie będzie obiektywizmu, ale niech ktoś wyszczególni fakty bez zbędnej otoczki pod tekstem, żeby nie trzeba było czytać wypocin natchnionego fanatyka danej opcji.
„jednym tekstem o gwałceniu ukrainek” – Ukrainek, wielka litera.
„lider opinii. Subiektywnej opinii.” – pleonazm.
Borze, coś Ty narobił.
A na serio – fakt, pewnie „ciężar” informowania ludzi spadnie na blogerów. Może to lepiej, bo przynajmniej część z nich będzie pisała to co myśli, a nie to, co im każą pisać. Ale akurat obiektywizm by się przydał, czasem trudno jest wyłuskać „uśredniony” punkt widzenia. Nie chce mi się czytać Krytyki Politycznej i Gazety Polskiej, żeby znać plusy i minusy danego wydarzenia, a i jedna i druga strona któreś niepasujące jej aspekty na 100% pominie.
ukrainek małą, bo chodziło o sprzątaczki 🙂
…
Z drugiej strony, o ile sie nie myle, sukces blogera w duzej mierze zalezy od farta, a poczatki moga byc chorelnie trudne, bo postawienie wszystkiego na jedna karte i branie sie za rozkrecanie bloga, rzucajac wszystko inne moze zakonczyc sie fiaskiem. Z kolei blogowanie i pracowanie jednoczesnie to rezygnacja z reszty zycia, jako ze obie te czynnosci sa bardzo czasochlonne. A i nie wiadomo, czy wzbogacanie internetu o swoje teksty sie oplaci, bo, jak juz wspomnialam, trzeba miec farta, by moc sie wybic. No bo jaki pocent wszystkich blogow zdobyl slawe i uznanie? A taki dziennikarz, ktory dostanie swoje biurko w redakcji bedzie mial swoja marna, ale stala pensje. Ludzie sa rozni. Nie kazdego stac na rozpychanie sie w sieci.
Dlatego nie pisałem, aby od razu zakładać blogi i być drugim kominkiem.
Na początek pracować na swoją markę. Blog może być jednym z takich miejsc.
Zacny tekst. Redaktorzy, czy też dziennikarze mają to do siebie że przypominają czasem jednoosobowe korpo. Realia się zmieniają, a siła bezwładu nie powala im się do nich dostosować.
„Kilka tygodni temu zamknięto Maxim”
A mówiłem, nie rób rozkładówki, bo tylko Elka kupi?
„Nawet nie odczuję utraty dopływu gotówki”
To może ci nawet nie płacili?
„tysiące dziennikarzy wyląduje na bruku. Co zrobią?”
Nie wiem, będą komentowali u kominka i dostawali za to wypłatę?
„blogosferze”
Kiedy jakieś seks-taśmy, łapówki za pozytywny wpis?
” bloger w miesiąc zarobi tyle co przeciętny dziennikarz w rok”
A to oni dostają wypłaty? Myślałem, że to oni płacą szefowi żeby tam pracować.
Ohhhh Pethi, my love! 🙂
PS. Kupię. Potwierdzam!
He is back!!! Dzięki Ci borze, bo już się martwilem…
Wywiad dla wyborczej – wygrałeś, Komin, niektóre pytania dziennikarki przypominały masło maślane, masło :<
Byłem na sali we Wrocławiu i muszę powiedzieć, że z tych 4 zdań które pozwolili wypowiedzieć Kominkowi zapamiętałem tylko to, że z pośród siedzących tam 400 studentow dziennikarstwa w jego opinii 99% będzie miało pracę Pani Jadzi z warzywniaka 🙂 Idę wkuwać ceny pietruszki i jabłek…
I bardzo się nie myli. Dziennikarzem może być każdy. Nie jest potrzebne żadne specjalistyczne wykształcenie. To powoduje, że tych 400 konkuruje również z absolwentami np. politologi, filozofi, polonistyki itp. itd.
Każdy to może być pismakiem. Dziennikarzami mogą być nieliczni i akurat specjalistyczne wykształcenie się przydaje. A może nawet nie tyle wykształcenie, co specjalistyczna wiedza. Przy czym ta politologiczna jest bardziej cenna niż wiedza, jaką można nabyć na studiach dziennikarskich.
Jako młoda dziewczynka, chodziłam do liceum profilowanego: profil dziennikarski i właśnie tam się dowiedziałam, że studia dziennikarskie nie dają wykształcenia – od dziennikarzy. Poszłam na muzykę, żeby zostać dziennikarzem muzycznym, po drodze zapomniałam, po co poszłam na te studia i zostałam muzykiem. pozdro dla muzyków i tych którzy nie wiedzą co robić w życiu
” A może nawet nie tyle wykształcenie, co specjalistyczna wiedza.”
Większość na studiach „studiuje” a nie zdobywa wiedzę. W dodatku Ci którzy mają już mgr. przed nazwiskiem najczęściej uważają że nauki już dosyć.
Dlatego wielu jest bardzo dobrych dziennikarzy którzy studiów nie skończyli.
Oni (nieważne czy motywacją jest kompleks czy nie) uczą się całe życie.
Jeszcze z nikogo studia o profilu dziennikarskim nie zrobiły dziennikarza, a wielu wyprodukowały pismaków. Podobnie jak studia pisarskie (są takie owszem) nie produkują pisarzy, ale za to wielu marnych literackich krytyków.
Ja tam widzę jeszcze jedną różnicę pomiędzy dziennikarzem prasowym a dobrym blogerem. Żeby przeczytać pierwszego, trzeba dać kioskarzowi parę złotych. Oto cały prestiż, którym się szczycą. I niepredko będą dobrze pisać o blogerze, który już ma to o czym oni marzą. Zazdrość.
Mam przeczucie, że teraz dopiero zacznie się wojna: dziennikarze kontra blogerzy. Albo dziennikarze kontra Kominek;)
Zgadzam się z Tobą w pełni, choć z wykształcenia jestem dziennikarzem i powinnam stać po drugiej stronie barykady. Myślę,że niejeden z nas chciałby mieć taką pracę,którą wykonuje kiedy chce, jest sam dla siebie szefem i co najważniejsze czerpie z tego radość i satysfakcję. Taka konfiguracja jest rzadko spotykana w dzisiejszych czasach, kiedy liczy się tylko ciepła posadka i pensja na koncie.
Gratuluję Ci przede wszystkim pasji i uporu w dążeniu do celu:)
Dobre teksty bronią się same, bo sa dobre 😉 i niewaze, czy to arykul w gazecie; czy to jest notka blogera. Blogi i blogerzy będą się rozwijali, to nieuniknione i pewne. Gazety beda miały różne swoje male kryzysy, choć moim zdaniem jeszcze bardzo daleko do zaniku prasy.
My też Cię kochamy! I też chcemy być coraz lepsi. Ja już dawno nie żyję od wypłaty do wypłaty. W sumie nauczyłam się żyć bez wypłaty… Żyję za to w oczekiwaniu na tekst życia i drobnymi kroczkami idę w tym kierunku, bo wiem, że sam się nie napisze. A poza tym moje życie niewiele się różni od życia blogera: coś napiszę, połowa i tak nie zrozumie, hejterzy obrzucą mnie błotem, czasem jakiś znany bloger wrzuci screen na swój blog i objedzie od góry do dołu;) Ale piszę i idzie mi to coraz lepiej. To jest najważniejsze. I czasem jak sobie przypomnę swoje początki, to nie mogę uwierzyć, w jakim miejscu jestem.
„Żyję za to w oczekiwaniu na tekst życia”
Trza było od razu do mnie.
1.Piszesz kontrowersyjny tekst, że po godzinie wpada: CBA, CIA, FBI, GRU, SAS, GROM, Akwarium, NATO, ONZ, ZHP i kółko gospodyń wiejskich.
(No chyba, że chcesz trafić na wykop, to musi być coś o muzułmanach,
straży miejskiej, urzędnikach, lewakach. Najlepiej jakby tam występował Muzułmanin, który pracuje w straży miejskiej, jego żona to urzędniczka i oboje głosują na lewice.)
2.Sprawa jest nagłośniona, a jak zobaczysz kamerę to się drzyj „wolność słowa i adres swojego bloga.” Jak będzie proces to włóż koszulkę z adresem bloga i się drzyj „wolność słowa” i oczywiście adres bloga. Niech cię usuną z sali, reklama jest ważniejsza.
3.Dużo nie dostaniesz, pewnie coś śmiesznego. Po wyroku śmiej się z wszystkich, którzy cie poparli. Odcinaj się od tego tekstu, ale go nie usuwaj. Powiedz, że to prowokacja była, która miała udowodnić, że wcale nie masz małych cycków i każdy może sobie wytrzeć gębę słowami „wolność słowa”
4.Przy następnym rankingu blogerów, śmiej się ze wszystkich, że wpływowi to oni są, na zmianę kanałów w telewizorze. Nie to co ty.
5.???
6.PROFIT
Dzięki za porady. Nareszcie jakieś inne sposoby na promocje niż optymalizacja i pozycjonowanie. Może blog załóż, z poradami?
a weź podaj mi namiary ….. plissssss :*
Manti, kocham Cię, ale nie mogę:) Ale pewnie czytałaś kiedyś jakiś mój wytwór:)
„My niczego nie robimy doskonale i prawie niczego nie robimy lepiej od tradycyjnych mediów. Amatorzy z nas. Ale górujemy mentalnością” – podoba mi się, jak to widzisz.
Ale – jak pisałam u siebie – powinno pozostać miejsce dla dziennikarzy specjalistycznych, śledczych, publicystów, reporterów, fotoreporterów, którzy dostarczą nam treści rzetelnej, sprawdzonej, popartej wiedzą i dokładnym researchem. Skoro czwarta władza zdycha, kto za kilka lat będzie opracowywał profesjonalnie raporty i analizy ekonomiczne, społeczne, biznesowe? Kto będzie robił reportaże, pisał eseje? Bo chyba nie agencje PR i marketingowe?
No i chyba nie blogerzy? Mentalność nie zastąpi eksperckiej wiedzy. Nie w każdej dziedzinie.
Malvina-pe – pełna zgoda. Blogera można porównywać do felietonisty albo ewentualnie dziennikarza-publicysty. Ale nie zapominajmy, że istnieje jeszcze dziennikarstwo śledcze, dziennikarstwo informacyjne, specjalistyczne, reportaże czy choćby prasa typu yellow. Żyjemy w społeczeństwie informacyjnym i na tych informacjach czytelnikowi zależy – nie tylko na opiniach.
Blogosfera w takiej formie, w jakiej istnieje teraz, nigdy nie stworzy serwisu informacyjnego, magazynu „National Geographic”, „Gazety Prawnej” czy choćby Pudelka. Do tego musiałaby się zorganizować – tylko czym wtedy różniłaby się od tradycyjnych mediów? 😉
Być może wielu dziennikarzy nie rozumie istoty nowych mediów i blogosfery, ale nie zmienia to faktu, że blogi i tradycyjne media są w bardzo niewielkim stopniu konkurencyjne wobec siebie.
A ja bym to rozszerzył – nie tylko blogerzy, ale freelancerzy wszelkiej maści.
Kiedyś imponowała mi kasa, ale od ładnych paru lat zależy mi na niezależności.
I mam ją.
Berlin,Niemcy
Hotel Adlon Kempinski
-Białe wino do kurczaka, czerwone do wołowiny. Jakie wybrać jeśli chcę spytać o anal?
zastanawial sie Max Otto von Stirlitz
Jest jeszcze jeden podział oprócz tego na dziennikarzy i blogerów. Tym podziałem jest ten na dziennikarzy i „dziennikarzyny”. Bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że taka nacja też występuje. I to właśnie ona będzie miała lub już ma problemy z przystosowaniem się do nowych czasów.
Dobry dziennikarz ogranie temat internetu, blogosfery i całego tego środowiska i albo postara się jakoś zaadaptować albo będzie szukał innego zajęcia.
Czyli jednak Alen Watts miał rację mówiąc, że gdy robisz to co lubisz to prędzej czy później przyniesie ci to przyzwoite wynagrodzenie. Z tego z rozumiem Kominku uważasz że udało się „wygrać w życie”? 🙂
Jestem na tak wczesnym etapie tego życia, że jeszcze nie czuję, abym cokolwiek wygrał.
I to mi się podoba, jestem z 10 lat młodsza, a średnio co 5 lat zmieniają sie u mnie zainteresowania. Oscylują wokół tego samego tematu, ale jednak to co innego. pozdrawiam, sorrki za błedy ale jestem takim leniem, ze piszac ten komentarz – leze
Herr Kamin-sly @
Badz soba.Chyba,ze mozesz byc Batmanem
Zawsze lepiej jest byc Batmanem
Nieprawda, że blogera można pogrążyć „gwałcenie Ukrainek”. W internetach wszystko uchodzi i wielu blogerów już to dawno udowodniło 🙂 No i jak na razie „gwałcenie Ukrainek” nie zabiło żadnego dziennikarza, a tak na marginesie – szoł i dziennikarstwo to też inne gatunki.
Pozdrawiam
Zarówno pisanie bloga jaki tekstów do gazety, ma swoje plusy i minusy. Jak wiemy ludzie są kolorowi, stąd wojna pomiędzy tymi grupami. Pierwsi widzą tylko korzyści ze swojej pracy i straty opozycji. Drudzy vice versa. Jadnak lepiej szukać wspólnego języka, niż wysyłać na siebie kolejne salwy kujących opinii.
Prowadzę bloga (o literaturze) i równocześnie pracuję w lokalnej gazecie. Na blogu nie zarabiam nic, bo raz, że na tej tematyce to jeszcze długo ciężko będzie coś zarobić, a dwa, jeszcze młody, nieopierzony, roczek mu się zbliża i mleko ma pod nosem. Ale choć praca darmowa, a wcale nie mniejsza niż w gazecie, to dużo przyjemniej mi się pisze właśnie na blogu. Choćby dlatego, że sama decyduje, co kiedy i w jakiej kolejności. W wolnych chwilach piszę opowiadania, przymierzam się do pierwszej książki. I choć na pracę nie narzekam (bo szefa mam złotego), to gdybym miała możliwość wyboru, nie zastanawiałabym się ani chwili.
Takiej możliwości jeszcze nie mam, ale żyję w przekonaniu, że prędzej czy później się pojawi.
załóż blog – pisz najprostrze rzeczy, co zjadłeś, jak się zesrałes w jakich gaciach spałeś – ot, cała filozofia blogerów ogłupianie polskiego społeczeństwa
Nie można ogłupić czegoś, co jest głupie z założenia.
Nie napisałem że Polacy są głupi.
Każde społeczeństwo, jak każdy wielki zbiór przypadkowych ludzi.Nie było w historii czegoś bardziej głupiego, okrutnego i bezdusznego niż „klasa robotnicza”, a „społeczeństwo” jest tylko niewiele lepsze
Fanatyzm jest jeszcze gorszy od klasy robotniczej. Ogólnie się z tobą zgadzam multigad ja widzę ludzi w ten sposób:
-60% to debile
-20% dobrze kamuflujący się debile
-15% spoko ludzie
-5 % procent zajebiści
Media celują swoim produktem w jak największy „target”, blogerzy też chcą być popularni ale nie jest to celem samym w sobie. Tak mi się przynajmniej wydaje. Zamiast pisać pracę inżynierską to łażę po blogach pisząc głupie komenty.